Cześć kochani. Dzisiaj pokażę wam moją poranną rutynę, czyli jak ogarniam swój wygląd przed wyjściem z domu do szkoły. No to bez zbędnego gadania zaczynamy :D
1. Zaczynam od umycia zębów. Używam do tego zwykłej szczoteczki do zębów oraz pasty z firmy Aquafresh.
2. Gdy już wyszoruję ząbki, zabieram się za mycie włosów. Myję je codziennie, niekoniecznie rano. W zależności od tego czy chce mi się wstać wcześniej i czy mam na to w ogóle czas. Od czasu kiedy 3 tygodnie temu podcięłam końcówki i grzywkę, moje włosy zaczęły wariować. Wcześniej mogłam spokojnie myć je co dwa, a czasem nawet trzy dni, bez śladów jakiegokolwiek przetłuszczania się włosów. A teraz? Teraz jeśli nie umyję ich rano, bądź też wieczorem (w zależności czy myję je by mieć je czyste i świeże na dziś, czy na jutro. Chyba wiecie o co mi chodzi :D) mam na głowie koszmarny smalec i jedyne co mi pozostaje to spiąć włosy razem z grzywką, co i tak wygląda koszmarnie, bo efekt przetłuszczonych włosów nadal widać. Z tego powodu myję włosy codziennie. Na zdjęciu niżej widać dokładnie jakiego szamponu używam. Dodam jeszcze, że nie korzystam z szamponów do włosów przetłuszczających się, ponieważ na moje włosy ani trochę nie działają oraz mam włosy suche po zrobieniu ombre hair, więc używam szamponu do włosów suchych, by jakoś je odbudować.
3. Tuż po umyciu i osuszeniu włosów ręcznikiem zabieram się za suszenie.
4. Kiedy moje włosy są już suche, zabieram się za makijaż. Wszystko zaczynam od odświeżenia twarzy tonikiem ogórkowym z Ziaji.
Później myję twarz żelem do mycia twarzy z Nivea.
Po spłukaniu wodą żelu i osuszeniu twarzy, nakładam na zaczerwienia korektor ziołowy w sztyfcie z Oriflame. On jest dwustronny, tzn. pół jest zielony, do zmatowienia zaczerwienień, a pół beżowy, do krycia tej zieleni, chociaż ja właściwie używam tylko tej części zielonej. Zakrywam to podkładem i nie robi to jakiejkolwiek różnicy :)
Po korektorze wklepuję na policzki krem.
Następnie nakładam cienką warstwę podkładu.
Potem zabieram się za rzęsy. Zaczynam od tuszu pogrubiającego z Avonu.
Tuż po tuszu nakładam róż na policzki z Wibo.
I mój makijaż jest już gotowy. Jest lekki, delikatny, bo mocniejszego po prostu nie potrzebuję. Wystarczy mi taki. Czasem dodam kredkę na powieki, ale to rzadko, bo po prostu nie jest mi to potrzebne. Mam jeszcze czas na mocniejszy makijaż. Na końcu pozostaje mi wyprostować włosy, ewentualnie związać i jestem gotowa do wyjścia.
Podobało się? Jeśli tak to zostaw komentarz i zaobserwuj mojego bloga. Dziękuję i do zobaczenia w następnym wpisie ♥